sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 2 ''Ponoć Stara Miłość Nie Rdzewieje''

Soł: Na początku dziękuję osobą, które wierzyły, wpierały mnie, dopingowały i robiły wszystko, abym dokończyła drugą część MMYR, osobą, które przynajmniej raz tweetnęły #WeMissMMYR lub które pisały po prostu miłe komentarze. W szczególności Karolince, która nie wiedziała nawet, że ''pisze z autorką swojego ulubionego ff''. Tak, tak, kocham Cię. 
W skrócie: Hug dla was, Skarbki.


Musicie jeszcze wiedzieć, że rozdziały nie będą dodawane co tydzień, nie będą super długie czy mega zajebiste, ale  wiedzcie, że naprawdę  będę się starała, abyście były z nich zadowolone. Musicie mi dać po prostu czas, a wszystko będzie.

Zanim jeszcze zaczniecie czytać ten jakże dziwny rozdział, życzę wam, moje Kochane Anioły, najlepszych, wymarzonych wakacji, odpocznijcie, wyjedźcie gdzieś, spotkajcie ważnych dla was ludzi, bawcie się dobrze - w skrócie, życzę wam, abyście nigdy nie zapomniały tych wakacji.

Jeśli ktokolwiek przeczyta ten rozdział, proszę o komentarz, może być to nawet '':)'' - będzie to oznaka, że przeczytałaś do końca. Autorki ff, opowiadań, tego wszystkiego, wiedzą, że komentarze są naprawdę ważne, podnoszą na duchu, sprawiają, że się uśmiecham i chcę pisać dalej, więc jeśli będziesz miała chęć... proszę c:

Rozdział pisałam przy Both Of Us, więc jeśli ktoś chce się wczuć - proszę

A teraz zapraszam do czytania, Misie x

Poznałam Eleanor dziś wieczorem, kiedy podeszła i spytała, czy może prosić autograf. Gdyby ktoś przebrał ją w kolorową sukieneczkę, wręczył różdżkę i poskręcał włosy, wyglądałaby jak urocza, leśna wróżka. Jej twarz i ciało było tak idealne, że naprawdę zdziwiłam się, kiedy roześmiała się po moim pytaniu o to, czy jest modelką. Pamiętam jeszcze, że tamtego wieczoru spędziłam z nią naprawdę dużo czasu. Chciałam wrócić do domu od razu po tych pieprzonych nominacjach, ale Eleanor była tak miła, że nie mogłam jej się oprzeć. Gdzieś świta mi, że może nawet trochę wypiłyśmy. Oh, dobra, nie ''trochę''. Byłyśmy pijane, to fakt, ale nie znaczy, to, że nie pamiętam.... W sumie, jednak nie pamiętam nic. Ale, hej!, nie oceniajcie mnie! Mam teraz naprawdę dużo roboty przy nowej płycie i chciałam się trochę zabawić. To nie moja wina, że Eleanor mnie polubiła i nie odstępowała wieczorem na krok. 
Pamiętam, że zanim niezręcznie się opiłam, widziałam na scenie chłopców. Słynne One Direction, do którego niegdyś miałam szansę należeć. Jednak z ich przemówienia nie pamiętałam nic. Wypadło mi z głowy, czy na scenie na pewno stali wszyscy, co mówili, jak się zachowywali, w co byli ubrani, czy się zmienili, nie pamiętam, co czułam, kiedy ich zobaczyłam. Pamiętam tylko, że na sto procent ich widziałam, naprawdę, dam sobie uciąć za to rękę! Nie widziałam ich już później. Tak sądzę. Oh, nie pamiętam. Nie wiem nawet, gdzie wieczorem polazł Josh, który miał towarzyszyć mi przez całą uroczystość. Mógł pilnować, żebym się nie upiła, uh, wredny. Nie pamiętam nawet, kiedy całkowicie urwał mi się film, ale zdaję sobie sprawę, że jeśli zrobiłam po pijaku coś głupiego, następnego dnia cały świat będzie o tym huczał.

Jęknęłam, przyciskając sobie poduszkę do twarzy, kiedy w oczy zaświeciły mi te cholerne promienia słońca. Było zdecydowanie za wcześnie na pobudkę, zważając na to, że w mojej głowie panował bałagan, a w ustach Sahara. Miałam ochotę się rozpłakać, kiedy do gardła podleciał mi gorzki smak, który pamiętam jeszcze z wczorajszej nocy. Dopiero, kiedy telefon leżący obok mnie zaczął głośno piać, sygnalizując nową wiadomość, ledwo zdołałam zsunąć z twarzy poduszkę i pozwolić, aby moje przemęczone oczy spotkały się ze śnieżnobiałym sufitem. Mogłabym tak leżeć plackiem i wpatrywał się w sufit, jednak denerwujący telefon nadal brzęczał co chwilę, co powodowało u mnie nasilenie bólu głowy. Wzdychając, przesunąłem leniwie rękę po drogi sprzęt, który potem znalazł się jakieś dwadzieścia centymetrów nad moją twarzą. Zanim odblokowałam telefon, zaczęłam błagalną modlitwę, aby tylko moje ''dziurawe'' ręce nie upuściły go prosto na moją twarz. Zamiast uderzenia, wpełzł jednak na nią prawie niewidoczny uśmiech, kiedy moim oczom ukazała się tekstowa wiadomość od Josha. 

''Jak czuje się dziś mój Pączuś? xx''

Gdybym czuła się dobrze, roześmiałabym się na sposób, w jaki uroczo nazywa mnie ''po swojemu'', jednak mój radosny śmiech zadźwięczał tylko mentalnie w mojej głowie, a palce odmówiły wybicia odpowiedzi na telefonie. Ale to naprawdę słodko z jego strony, że się martwi, prawda? Josh zawsze był taki kochany. 

Leniuchowałam jeszcze naprawdę długo. Bezskutecznie czekałam, aż ból głowi sam minie, a moje dzisiejsze ''nicnierobienie'', które miałam w planach, będzie robiło się beze mnie, bo naprawdę miałam ochotę spotkać się dzisiaj z Joshem lub po prostu gdzieś się przejść. Dlatego skopałam na podłogę białą pościel i przeniosłam się do pozycji siedzącej, wzdychając i przeczesując palcami poskręcane włosy. Po odsłonięciu rolet, kolejnym skrzywieniu się na widok słońca i ludzi na szybą, ruszyłam w stronę łazienki, pociągając za sobą nogami. Kiedy już skończyłam myć zęby, włosy, wzięłam prysznic, a śpiewanie do tubki z szamponem znudziło mi się, mój brzuch prawie od razu zaburczał, dając mi do zrozumienia, że jestem głodna. Mając na sobie jedynie mięciutki szlafrok i tak zwany ''turban'' z ręcznika na głowie, w mgnieniu oka znalazłam się na dole w kuchni. Czasem męczył mnie widok trzydziestoletniej Cloe, którą zatrudniłam do sprzątania apartamentu, jednak dzisiaj wyśpiewałam jej głośne ''Dzień Dobry'', na co ona odpowiedziała równie radośnie tym samym, dodając do końcówki ''Pani Lloyd''. Mówiłam jej dużo razy, że ma zwracać się do mnie po imieniu - Mellodie - ale ona najwyraźniej woli mój artystyczny przydomek, którym zwraca się do mnie teraz większość ludzi, nawet Josh. Kiedy Cloe zajęta była odkurzaniem puszystych dywanów w salonie, zasiadłam do kuchennej wysepki, przecierając kilkakrotnie oczy. Mój brzuch zaburczał ponownie, kiedy ujrzałam przed sobą jajko na miękko, sałatkę oraz smacznie wyglądające dwa kawałki tostów podanych na bialutkim, czystym talerzu. Tuż obok mojego śniadania stał wazon, w którym kolorowy bukiet kwiatów pachniał równie dobrze, co cała kuchnia. Tak swoją drogą, pomieszczenie było wypucowane jak zawsze, w powietrzu unosił się zapach śniadania, a poziom mojego humoru od razu podskoczył do maksimum. Zwilżając wargi językiem, chwyciłam lśniący widelec od razu wbijając go w jajko, które rozlało się na talerzu, mieszając się z sałatką i tostami. Zamruczałam ze smakiem i rozkoszą, kiedy pierwsze kęsy śniadania przesunęły się przez mój przełyk, nalewając w tym samym czasie pomarańczowego soku do małej szklanki. Oh, wiedzcie, że czułam się jakbym pływała w chmurach, świat zrobił się jaśniejszy, a ból głowy przepadł, a to wszystko dzięki wspaniałemu śniadaniu przyrządzonemu przez moją uroczą Cloe. Kiedy miałam już wstać od stołu, kierując się do salonu, aby podziękować mojej sprzątaczce i kucharce w jednym, na drugim końcu kuchni, na jednej z szafek ujrzałam gazetę. Zachichotałam w myślach, chwytając papier, w którym już na sto procent rozsiane są plotki na temat wczorajszego Brit Awards. Oh, z chęcią poczytam - zaświergotałam w myślach, otwierając gazetę na środkowych stronach, jak to zawsze miałam w zwyczaju. Pośliniłam wskazującego palca, kartkując przez chwilę gazetę, dopóki nie doszukałam się artykuły o wczorajszym przyjęciu. Sunąc wzrokiem po zdaniach, kilkakrotnie wyczytałam swoje imię, co spowodowało, że zmarszczyłam brwi i przewróciłam kolejną papierową kartkę. 

''Niespodzianka na tegorocznym Brit Awards!'' - Przeczytałam nagłówek, po czym trochę mniejszy napis poniżej: ''Ponoć stara miłość nie rdzewieje!''.

Ciekawe kogo tym razem obsmarują. ''Jelenę'', Lady Gagę, czy może Rihannę?

''Wczorajsze Brit nie odbyło się bez oklasków, wiwatów, dumy z wygranych oraz kolejnego skandalu! Po uroczystości co roku dzieje się dużo ciekawych rzeczy, ale tego nie spodziewał się nikt. Podczas wywiadu z słynnym One Direction oraz Cher Lloyd (20 l.) wszyscy przeżyli szok! Gdy reszta zespołu bacznie udzielała odpowiedzi na nasze pytania, Louis Tomlinson (22 l.) postanowił uświadomić nam, że wcale nie opuściło go uczucie do byłej dziewczyny - całował ją, nie zważając na kamery! [...]''

W ułamku sekundy siedziałam na swoim łóżku, logując się na Twittera. Moje serce biło w szalenie zastraszającym tempie, wnętrze głowy przypominało huragan, w żołądku czułam potworny ścisk, a moje dłonie drżały tak bardzo, że wpisywane przeze mnie hasło osiem razy zostało uznane za błędne. Miałam ochotę się rozpłakać, kiedy wszystkie tweety, jakie widziałam, były jedynie o jednym.

''OMG, MELLIS WRÓCILI, GFRTYGREF''

''JESTEM TAKA SZCZĘŚLIWA, O MÓJ BOŻE''

''PŁACZĘ, CZEKAŁAM NA TO''

Kręciłam głową, zasłaniając usta dłonią, czytając po kolei każdy tweet. Moje interakcje szalały, wiadomości przybywało. Jedni cieszyli się z tego, że ''wróciłam do Louis'a'', drudzy grozili, abym się do niego nie zbliżała, jeszcze inny grozili jemu, nasze fanki wstawiały swoje zdjęcia, na którym płaczą ze szczęścia, gratulowali nam. Wszyscy szaleli. 

W końcu znalazłam to zdjęcie. Byliśmy na nim całą piątką - Liam, Niall, Zayn, Harry, ja i on.
Od lewej strony stał Niall Horan. Jego włosy pociemniały, był wyższy, jego twarz wyglądała na bardziej męską. Miał na sobie skórzaną kurtkę, zasłaniającą śnieżnobiałą koszulę. Zdjęcie zostało zrobione, podczas gdy Irlandczyk śmiał się głośno, a jego lekko zamazane ręce były przygotowane do klaśnięcia. Jego roześmiana twarz odwrócona była w stronę Zayna Malika. Jak zawsze próbował wyglądać na zdjęciu seksownie, co udawało mu się perfekcyjnie. Jego kruczoczarne włosy były jak zwykle idealnie ułożone, jedna brew została uniesiona wyżej niż druga, oczy lekko przymrużone, a usta rozchylone. Kiedyś był prawie niższy ode mnie, ale teraz górował już prawie nad Liamem. Oh, Liam Payne, był taki mały, uroczy, kochany. Teraz wygląda pewnie, cholernie dojrzale. Miał uniesioną rękę wysoko do góry, ciasno trzymając w niej butelkę z jakimś trunkiem. Rozpromieniona twarz chłopaka gościła już lekki zarost i męskie rosy twarzy. Jego włosy były ścięte, postawione na żel, nawet spod czarnej koszuli można było dostrzec milion mięśni, o którym mógł sobie pomarzyć, jeszcze kiedy byliśmy w X Factor. Kolejny w kolei był Harry Styles. Jego urocze loki były teraz zaczesane do tyłu, niegdyś był najniższy, jednak teraz górował nad wszystkimi, nawet jeśli na zdjęciu przyczepiony był do boku Lou, z pijackim wyrazem twarzy, uśmiechem i zamkniętymi oczami. Był szczupły, cholernie szczupły, jego dołeczki były już prawie niewidoczne, jednak nie wyglądał już jak ''ten najmłodszy'', a ''ten uwodzicielski''. 
I w końcu Louis Tomlinson. Oh... Um. 
Louis wygląda na zdjęciu jak... 
Po prostu się zmienił. Jego włosy nie zasłaniały już połowy twarzy, jednak nadal były dłuższe niż powinny, puszyste i roztrzepane we wszystkie strony. Jego kości policzkowe nadal wystawały, a na podbródku pojawił się lekki zarost. Jego ramiona były okryte dżinsową kataną, spod której mogłam dostrzec biały t-shirt z jakimś nadrukiem, czarne rurki opinały nogi, jednak jego kostki nadal obowiązkowo musiały być widoczne. Zmężniał, nie przypominał już dzieciaka, wyrósł - widziałam to, nawet jeśli nie mogłam ujrzeć jego twarzy, zwróconej w moją stronę i...
Patrząc na zdjęcie, nie widziałam protestu z mojej strony. Pozwalałam mu na to, żeby mnie całował, odwzajemniałam, uśmiechałam się, obejmowałam go i to było... 
.. złe. Bardzo złe. Cholernie złe. Pieprzcie się z tym wszystkim. 
Wydawało mi się, że brzuch i głowa zaraz mi eksplodują, wszystko było nie tak, wszystko się mieszało, było złe, zepsute, cholerne, pieprzone i nie mam już sił!
Wchodząc w interakcje, widziałam jedynie gratulacje, radość, łzy, szczęście, pytania - dużo pytań o to, czy to wszystko to prawda. Przewijałam niżej, niżej, niżej, jeszcze niżej, z każdym kolejnym pytaniem ''Znowu jesteście razem? Tak bardzo się cieszę!'' miałam ochotę się rozpłakać, naprawdę. Jednak widząc jednego, jedynego, zagubionego tweeta, zwariowałam.


Przez chwilę patrzyłam z otępieniem na krótką wiadomość. Kiedy jednak ta ''chwila'' minęła, z głośnym trzaskiem zamknęłam laptopa, odepchnęłam go od siebie jak najdalej, po czym zepchnęłam nogami z łóżka, nie przejmując się tym, czy jest jeszcze cały. Moja głowa ciężko wylądowała na białych poduszkach z głośnym, płaczliwym jękiem wydobytym z moich ust. Podciągnęłam nogi pod klatkę piersiową, zakrywając twarz drżącymi dłońmi. Zacisnęłam powieki, pod którymi kryły się strumienie łez, moje wargi drżały. Zacisnąłem dłoń na szlafroku, po lewej stronie klatki piersiowej, kiedy serce zabiło mi tak mocno, że naprawdę bardzo... bardzo zabolało.
Boże, pomóż.
Na moich policzkach pojawiły się łzy, a ja wydałam z siebie cichy szloch. Czułam się, jakby ktoś wyrwał mi serce, mózg, wszystko, moje ciało drżało.
Nie potrafiłam wytłumaczyć swojej reakcji. Nie wiem, dlaczego się tak zachowuję, płaczę, czuję się źle. Nie wiem. Ale obiecałam sobie, że już nigdy nie będę przez niego płakała, jak również nigdy nie będę przez niego szczęśliwa, nawet, jeśli znowu będzie chciał być całym moim światem.


21 komentarzy:

  1. o jejciu jej!! Melis ♥ kocham tą parkę, ale fakt faktem Louis skrzywdził Melodie i nic dziwnego, że teraz przez niego płacze ;/ rozdział jest zajebiście genialny, perfekt mega boski i wgl!! czekam na nexta weny, buziole i wytrwałości kochana ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, ten rozdział jest genialny! Nie dostrzegłam w nim nic dziwnego (wybacz), więc nie kłam, że taki jest. Louis pewnie był pijany.. um.. tak, na pewno był pijany.
    Tak właściwie to nie miałabym nic przeciwko temu by moja jedyna, najwspanialsza Królowa całowała się z królem moich królów (tak, wiem przesrane być Louis's girl i LS na raz). Mimo wszystko, sorry, Lou, ale na miejscu Mellodie/ Cher (och, sama nie wiem jak ją teraz nazywać) pozbawiła bym Cię klejnotów.
    Życzę Ci dużo weny na następne rozdziały.
    TEŻ CIĘ KOCHAM ;*

    PS. Oooo Josh *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to opowiadanie *__*
    Cieszę się,że wróciłaś :3

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG KOCHAM!!! Nareszcie <333 Mam nadzieje,że widziałaś mojego tweeta xd I,że on wraz z innymi zmotywował cię do napisania tego cudeńka <333 Czekam na nn <333

    OdpowiedzUsuń
  5. :) :) :)
    Przepraszam, że tylko tyle ale... Brak mi słów w pozytywnym tego słowa znaczeniu :))). Kocham cię za to, że wróciłaś! :D
    Black Star

    OdpowiedzUsuń
  6. :)
    O Pradawni Bogowie, dziękuje za to, że Hai wróciła z drugą częścią!
    Jestem taka szczęśliwa z tego powodu <3
    Rozdział oczywiście bardzo mi się podoba, w końcu jest i nasza Mel :)
    Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i to zaraz na początku, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! Po prostu się cieszę, bo może to będzie dobra okazja do tego żeby wrócić do siebie! Och jak bym chciała żeby oni w końcu byli razem! Zastanawiam się czy to wszystko nie jest sprawką Josha :D
    Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam Asiek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG jak zwykle swietny rozdzial. Pisz dalej czekam z niecierpliwoscia kocham to opowiadnie jest super !! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest! W końcu! :"))
    Tak długo czekałam na ten rozdział i jest niesamowity! ♡
    Louis Ty tępy chujuuuu! Biedna Mel, tak ją skrzywdził niegdyś, a teraz normalnie ją całował, a co najlepsze ona na to pozwalała ;c
    W każdym razie rozdział naprawdę cudowny i warto było na niego tyle czekać. Kocham i czekam na następny! ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet nie wiesz jak bardzo czekałam na ten rozdział... i w końcu jest :D
    Genialny!! z niecierpliwością czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam i całuję :*

    Twoja stała czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny, przeczytałam cały i jestem zachwycona.Bardzo się cieszę ze wróciłas :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju.. Tak długo czekałam na ten rozdział i się nie zawiodłam ;)
    Czytając końcówkę prawie płakałam...
    Zyczę dużoooooo weny xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo się cieszę, że wróciłaś.
    Świetny rozdział, jak zwykle, ale... DLACZEGO?! Dlaczego Louis się z nią całował (tak zwalmy na niego winę) i wszystko zniszczył? Nie wierzę, że to się stało, za dużo, jejku, soł emołszyn...
    W każdym razie pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma slow zeby opisac jak cudowne to jest i jak cudowna jestes ty :"):"):")

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne, a Cher i Lou... po prostu *.*
    ciekawa jestem, jak oni dalej sobie będą żyć i coś mi się wydaje, że nie pozwolisz im tak łatwo do siebie wrócić ^,^

    Kisses.

    OdpowiedzUsuń
  15. GRATULACJE!
    Zostałaś nominowana do Libster Awards!
    Więcej informacji znajdziesz na: http://aint-it-fun-live-in-the-real-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny <3
    zapraszam na mojego bloga: http://subsistence-lt-ff.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział mega , extra , zajebistyy *o* :)
    Cieszę się, że wreszcie go dodałaś :3 No i bardzo bym chciała żeby Louis był z Mellodie - Mellis forever ♥ ^^ no ale pewnie na to jeszcze za wcześnie xd
    Przepraszam, że komentuję z anonima ;(
    Lola ♥

    OdpowiedzUsuń